Szczęście

Szczęście

środa, 24 kwietnia 2019

Miałam szczęście...


"Moc wyłania się ze słabości..."

Byłam bardzo nieśmiałą dziewczynką. Pamiętam moją nauczycielkę z klasy „0” - pokazywała mi co umiem i jak można się bawić. Nauczycielka z klasy 1-3 wierzyła we mnie całym sercem, polubiłam matematykę, a zadania z X-em po prostu mnie fascynowały.

W 4-6 miałam wychowawczynie matematyczki, znienawidziłem matematykę do końca życia - nie rozumiały jak można przy tablicy tracić głowę. Gdy na koniec roku chciałam poprawić czwórkę na piątkę, aby mieć pasek na świadectwie usłyszałam tylko „Ty? ... no chyba żartujesz”. Jeszcze dziś czuję pot spływający mi wtedy po plecach i kilkudniową rozpacz, gdy straciłam resztki wiary w siebie. W siódmej klasie pojawiła się fizyka - nie byłam już wtedy w stanie na lekcji wydusić z siebie słowa przy tablicy - zaczęłam korepetycje, aby ogarnąć ... nerwy.

Szczęśliwie były też inne nauczycielki- Pani od historii, która wiedząc, że boję się mówić chwaliła mnie za każdą mapę w zeszycie. Do dziś słyszę słowa: „ O Justyna - znowu jakieś arcydzieło!”. Pani od polskiego wniebowzięta każdym moim wypracowaniem... To budowało, pomimo...

Gdyby nie ta zagubiona Justynka, sześciolatek, bez przygotowania przedszkolnego nigdy pewnie moje losy nie otarłyby się o szkołę.

Teraz traktuję to jak misję: dawać dzieciom to czego nie mają, porządkować im rzeczywistość. Radość sprawiają mi osoby, które niespodziewanie przychodzą do gabinetu, by pogadać...Albo uczniowie i uczennice, którzy głośno krzyczą „dzień dobry”, gdy mijamy się w sąsiedztwie. I choć od tylu lat jestem terapeutą wciąż pracuję jako psycholog szkolny, by pomagać i wspierać, a przede wszystkim, by dmuchać w skrzydła. Dziś usłyszałam ze zdziwieniem od jednego chłopca: „Tylko Pani mnie rozumie...” Dla takich chwil warto...

Dziękuję moim nauczycielom - przede wszystkim tym dobrym, bo nauczyli mnie jak dawać: Pani Jagodzińska, Maliszewska, Rudzka, Walewska, Szczepaniak (swoją drogą pomyślcie, jaki wpływ ma nauczyciel, skoro ja, osoba 40+, jestem w stanie wymienić je jednym tchem...).

Dziękuję też tym pomijającym uczucia dzieci- dzięki temu wiem, jakim dorosłym nie chcę na pewno być.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Zauważ mnie!

„Życie jest jak wiatr, zamiast z nim walczyć dostosuj się do tego jak wieje...”
Robiłam kiedyś takie ćwiczenie, w grupie dziewczynek z bardzo wyraźnymi podziałami na liderów i osoby podporządkowane. Miały za zadanie utworzyć autobus. Liderki wybrały dla siebie rolę kierowców, konduktorów, a nawet zaaranżowały wypadek drogowy. Pozostała część grupy sprzątała po ich dokonaniach i grzecznie wykonywała powierzone role. Gdy spytałam czy się dobrze czują w grupie wszystkie twierdziły, że są zadowolone. Jedynie liderki dostrzegły frustracje osób biernych, ale stwierdziły, że to nie ich problem - trzeba samemu zadbać o siebie, one nie wiedzą co inne osoby potrzebują, jeśli nie upominają się o swoje prawa.

Uwielbiam pracę z dziećmi, bo są o wiele bardziej „prawdziwe” niż dorośli. Zawsze, jak obserwuję dzieci w klasie przejmuję się bardziej tymi, którzy nic nie mówią, niż tymi hałaśliwymi, czy niegrzecznym. Te domagające się uwagi próbują, zwykle nieświadomie, zrobić coś w swojej sprawie - wyzwalając zainteresowanie otoczenia.

Dziecko nadruchliwe i słabo skoncentrowane potrzebuje zrozumienia dla jego emocji, wyznaczenia bezpiecznych granic, nim zachowanie stanie się nawykowe i będzie już stylem życia.

Z kolei bardzo często dzieci, które są zamknięte, tracą uwagę zamykając się w sobie, stając się wręcz przezroczyste dla otoczenia. Łatwo takich dzieci po prostu nie zauważyć i dalej pomijać ich potrzeby, za zasłoną etykietki bycia nieśmiałym.

Oczywiście co dziecko to inna historia, ale piszę o tym, by częściej zwracać uwagę na to, co wcale nie jest normą, a może być niewidoczne i wygodne dla otoczenia. Patrzmy uważnie na dzieci. Ta granica funkcjonowania, gdy dziecko jest grzeczne, a nie bierne bywa bardzo subtelna, a od reakcji nas dorosłych zależy co w jego życiu się zadzieje dalej.