Szczęście

Szczęście

czwartek, 9 maja 2019

Jak działać skutecznie?


„Powiedz mi a zapomnę, pokaż mi, a zapamiętam, pozwól mi zrobić, a zrozumiem” Konfucjusz

W tym tygodniu w kilku klasach wykonywałam ćwiczenia na współdziałanie. Przekonałam się wielokrotnie, że zawsze ten typ zajęć przynosi nam w szkole najbardziej wymierne efekty - łatwiej potem pracować w grupach, realizować projekty.

Dawałam dzieciom ćwiczenia, które były bardzo trudne manualnie, ale przy dużej kreatywności i cierpliwości możliwe do wykonania.

W pewnej klasie był na początku duży marazm, zniechęcenie do wykonywanych czynności. Skomentowałam to, pokazując jak pozytywne nastawienie, komunikaty podtrzymujące w jednej z grup doprowadziły do szybkiego rozwiązania zadania. W kolejnej rundzie z zachwytem słuchałam, jak mówią do siebie: „uda Ci się”, „ Dasz radę”, „Następnym razem będzie lepiej” itp. , a wszystkie grupy zrobiły ćwiczenie w podobnym czasie.

W innej klasie stworzyła nam się przypadkowo grupa dzieci najsłabszych pod względem umiejętności poznawczych, w większości już z opiniami dyslektycznymi. Ta grupa okazała się jednak najlepsza przy wykonywaniu działań związanych ze współdziałaniem - byli cierpliwi, wspierali się nawzajem, nie oceniali innych, szukali rozwiązań. Pozostałe dzieci szybko weszły w rywalizację, były nadmiernie napięte, niektórzy wręcz krzyczeli, jak się im nie udawało. Po kolejnym podziale to dyslektycy, dzięki wcześniejszym doświadczeniom, byli osobami zmieniającymi nastawienie tych krzyczących. Wprowadzili spokój, a dzięki pewności - dzielili się swym sukcesem z całą klasa na forum z ogromna energią- uspokoili nastroje we wszystkich grupach, doprowadzili do pozytywnych rozwiązań wśród wszystkich osób z klasy.

„ Najlepiej pracujemy, gdy jesteśmy spokojni”
„ Udało nam się, bo wspieraliśmy się nawzajem”
„Jak było trudno obracaliśmy sytuacje w zabawę i się śmieliśmy”
„ Pomogło mi, jak inni nie złościli się na mnie, że nam nie wychodzi”

niedziela, 5 maja 2019

Potęga empatii

„Cień jest w istocie odwrotnością światła. Naszym celem nie powinno być życie w wiecznym blasku słońca, a raczej oświetlenie ciemnych uczuć w naszej psychice.”
Jane G. Golderberg

Pamiętam, jak podczas niedawno prowadzonych warsztatów w szkole zwróciłam uwagę na postawę jednej z dziewczynek, która usiłowała za wszelką cenę być w centrum uwagi. Pomyślałam, jak to musi być dla niej trudne, bo pomimo niewątpliwej inteligencji dzieci, albo ją lekceważyły, albo miały do niej pretensje. Kompletnie nie widziała potrzeb innych, zachowując się jak dziurawy dzbanek - wciąż było mało uwagi dla niej i żadna ilość tego nie była w stanie zmienić.

Wiele badań naukowych wskazuje na zależność między empatią, a innowacyjnością, kreatywnością i innymi cechami charakteru, które będą liczyć się najbardziej we współczesnym świecie. Bardzo trudno jednak wyjaśnić rodzicom, że całkowite skupianie się na realizacji potrzeb ich dzieci nie da im w perspektywie długofalowej szczęścia. Przyjmowanie punktu odniesienia, dostosowanego do swoich potrzeb, może czasowo przynieść spełnienie, ale na dłuższą metę bywa męczące i nieskuteczne. Nie da się zawsze stworzyć środowiska, gdzie córka będzie królową, a syn królem. Podczas wielu lat pracy poznałam co najmniej kilka takich grup, gdzie królowych i królów było wielu, a procesy społeczne zakłócały wtórnie realizację programu szkolnego.

Gdy usiłujemy zarządzać energią innych trwonimy w istocie naszą własną. Brak wglądu w swoje emocje i pragnienia prędzej, czy później prowadzi do frustracji. Wspomniana powyżej dziewczynka zmieniła swoje zachowanie. Zatrzymałam ją po zajęciach i zapytałam na osobności - czy chce być lubiana? Prowadzone warsztaty dotyczyły empatii i współdziałania - nawet nie przypuszczałam, że tak szybko zrozumiała zależność między swoim zachowaniem, a brakiem akceptacji grupy. Zaczęła tłumaczyć, że „To nie moja wina...”. I rzeczywiście pomyślałam - za takim zachowaniem stoją dorośli, którzy nauczyli ją prawdopodobnie takiego sposobu na zaistnienie. Szczęśliwie szybko przekonała się, że można inaczej funkcjonować i czerpać siłę ze swego wnętrza. To czasem trudna lekcja, ale wiem, że na każdym etapie warto ją podjąć. Mniej by było toksycznych relacji, złych rodziców, wrednych sąsiadów, trudnych teściowych itp.

środa, 24 kwietnia 2019

Miałam szczęście...


"Moc wyłania się ze słabości..."

Byłam bardzo nieśmiałą dziewczynką. Pamiętam moją nauczycielkę z klasy „0” - pokazywała mi co umiem i jak można się bawić. Nauczycielka z klasy 1-3 wierzyła we mnie całym sercem, polubiłam matematykę, a zadania z X-em po prostu mnie fascynowały.

W 4-6 miałam wychowawczynie matematyczki, znienawidziłem matematykę do końca życia - nie rozumiały jak można przy tablicy tracić głowę. Gdy na koniec roku chciałam poprawić czwórkę na piątkę, aby mieć pasek na świadectwie usłyszałam tylko „Ty? ... no chyba żartujesz”. Jeszcze dziś czuję pot spływający mi wtedy po plecach i kilkudniową rozpacz, gdy straciłam resztki wiary w siebie. W siódmej klasie pojawiła się fizyka - nie byłam już wtedy w stanie na lekcji wydusić z siebie słowa przy tablicy - zaczęłam korepetycje, aby ogarnąć ... nerwy.

Szczęśliwie były też inne nauczycielki- Pani od historii, która wiedząc, że boję się mówić chwaliła mnie za każdą mapę w zeszycie. Do dziś słyszę słowa: „ O Justyna - znowu jakieś arcydzieło!”. Pani od polskiego wniebowzięta każdym moim wypracowaniem... To budowało, pomimo...

Gdyby nie ta zagubiona Justynka, sześciolatek, bez przygotowania przedszkolnego nigdy pewnie moje losy nie otarłyby się o szkołę.

Teraz traktuję to jak misję: dawać dzieciom to czego nie mają, porządkować im rzeczywistość. Radość sprawiają mi osoby, które niespodziewanie przychodzą do gabinetu, by pogadać...Albo uczniowie i uczennice, którzy głośno krzyczą „dzień dobry”, gdy mijamy się w sąsiedztwie. I choć od tylu lat jestem terapeutą wciąż pracuję jako psycholog szkolny, by pomagać i wspierać, a przede wszystkim, by dmuchać w skrzydła. Dziś usłyszałam ze zdziwieniem od jednego chłopca: „Tylko Pani mnie rozumie...” Dla takich chwil warto...

Dziękuję moim nauczycielom - przede wszystkim tym dobrym, bo nauczyli mnie jak dawać: Pani Jagodzińska, Maliszewska, Rudzka, Walewska, Szczepaniak (swoją drogą pomyślcie, jaki wpływ ma nauczyciel, skoro ja, osoba 40+, jestem w stanie wymienić je jednym tchem...).

Dziękuję też tym pomijającym uczucia dzieci- dzięki temu wiem, jakim dorosłym nie chcę na pewno być.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Zauważ mnie!

„Życie jest jak wiatr, zamiast z nim walczyć dostosuj się do tego jak wieje...”
Robiłam kiedyś takie ćwiczenie, w grupie dziewczynek z bardzo wyraźnymi podziałami na liderów i osoby podporządkowane. Miały za zadanie utworzyć autobus. Liderki wybrały dla siebie rolę kierowców, konduktorów, a nawet zaaranżowały wypadek drogowy. Pozostała część grupy sprzątała po ich dokonaniach i grzecznie wykonywała powierzone role. Gdy spytałam czy się dobrze czują w grupie wszystkie twierdziły, że są zadowolone. Jedynie liderki dostrzegły frustracje osób biernych, ale stwierdziły, że to nie ich problem - trzeba samemu zadbać o siebie, one nie wiedzą co inne osoby potrzebują, jeśli nie upominają się o swoje prawa.

Uwielbiam pracę z dziećmi, bo są o wiele bardziej „prawdziwe” niż dorośli. Zawsze, jak obserwuję dzieci w klasie przejmuję się bardziej tymi, którzy nic nie mówią, niż tymi hałaśliwymi, czy niegrzecznym. Te domagające się uwagi próbują, zwykle nieświadomie, zrobić coś w swojej sprawie - wyzwalając zainteresowanie otoczenia.

Dziecko nadruchliwe i słabo skoncentrowane potrzebuje zrozumienia dla jego emocji, wyznaczenia bezpiecznych granic, nim zachowanie stanie się nawykowe i będzie już stylem życia.

Z kolei bardzo często dzieci, które są zamknięte, tracą uwagę zamykając się w sobie, stając się wręcz przezroczyste dla otoczenia. Łatwo takich dzieci po prostu nie zauważyć i dalej pomijać ich potrzeby, za zasłoną etykietki bycia nieśmiałym.

Oczywiście co dziecko to inna historia, ale piszę o tym, by częściej zwracać uwagę na to, co wcale nie jest normą, a może być niewidoczne i wygodne dla otoczenia. Patrzmy uważnie na dzieci. Ta granica funkcjonowania, gdy dziecko jest grzeczne, a nie bierne bywa bardzo subtelna, a od reakcji nas dorosłych zależy co w jego życiu się zadzieje dalej.

niedziela, 28 października 2018

Latarnia do wymiany



"Czy to wina latarni, że pies na nią sika?" John Frederickson

Jednym chyba z najczęściej stosowanych mechanizmów obronnych, widocznych w wielu życiowych sytuacjach jest mechanizm dewaluowania innych. Znacie to na co dzień? Spóźniłam się, bo zaczepiła mnie koleżanka. Mówiłem brzydkie słowa, bo kolega mnie przezywał. Mam mało czasu dla Ciebie, bo szef zlecił mi dodatkową pracę. Takie to proste...Dzieci i dorośli, aby utrzymać swoje dobre samopoczucie i pozytywny obraz własnej osoby, przenoszą winę i odpowiedzialność na innych.

Tymczasem prawdziwym wyzwaniem, bywa dostrzeżenie swojej roli w tym procesie, własnego wyboru przy podejmowaniu decyzji. To od nas zależy, czy będziemy cały czas szukać własnego ogona, czy ustalimy strefę swojego wpływu i zaczniemy działać. Konsekwencją są własne, proaktywnie wybory. Dlaczego pewne sytuacje powtarzają mi się w życiu? Czy rzeczywiście winni są inni? Ta umiejętność dostrzeżenia swojej roli, określenia potrzeb i celów decyduje bardzo często o jakości życia.

Nasz mózg ewolucyjnie ma skłonność koncentracji na bezpieczeństwie, co skutkuje niejednokrotnie zamykaniem się na nowe wyzwania, a ich brak podejmowania uzasadniamy okolicznościami, zachowaniami innych osób, brakiem możliwości. Przekroczenie tej strefy komfortu przekłada się na realizację naszych marzeń.

Zacznij już dziś. Zacznij od tego co Cię denerwuje. Masz? A teraz stop. Zastanów się co możesz z tym zrobić, bez wymówek. Unikanie pewnych sytuacji też może być rozwiązaniem. Mnie denerwuje słuchanie narzekających osób. Oczywiście spotykam takie osoby zawodowo, ale moją rolą jest im pomóc to zmienić. Prywatnie unikam takich osób. Wolę spędzić wieczór sama w domu, niż pójść na przyjęcie, dlatego że wypada i słuchać toksycznych ludzi.

Pamiętaj zawsze masz jakiś wybór. Pytanie, czy chcesz coś zmienić, czy wolisz tkwić w tym co Ci przeszkadza, bo przecież winni są INNI.

poniedziałek, 23 lipca 2018

Coś czego brakuje...


Słyszałam niedawno taką opowieść...

Pewnego razu zwierzęta były bardzo złe na ludzi. Krowa miała pretensje, że zabierają jej mleko. Kury były niezadowolone z zabierania jajek. Świnie, ze zabijają je dla mięsa. Słysząc to ślimak powiedział powoli:"A ja mam coś czego ludzie bardzo pragną, ale nie mogą mi zabrać...czas"

Tylko medycyna zachodnia traktuje człowieka głównie jako ciało. Medycyna chińska, tybetańska, czy indyjska opierają się na uzyskiwaniu równowagi też w innych sferach- duchowej, emocjonalnej.

Przyrost obserwowanych zdarzeń, w których uczestniczymy z powodu zaniedbań dotyczących tych innych stref życia jest wręcz lawinowy. Znam wiele dzieci, które poprzez wyłączenie emocji, a nastawienie na realizację celów, często nawet celów rodziców, a nie własnych przeżywają kryzysy. Kryzysy własnej wartości, ważności. Kryzysy braku celów. Kryzysy związane z brakiem możliwości wpisywania się w grupę, obraz rodziców, własne oczekiwania. 

I co jak nie dają rady??? Stają się agresywne względem innych - złośliwości, bijatyki, wyśmiewanie. Mogą być agresywne wobec siebie- zaburzenia jedzenia, samookaleczenia, próby samobójcze. Zachowują się opozycyjnie wobec innych dorosłych - rodziców, nauczycieli.

A wystarczyłyby inne działania- bycie z innymi oparte na relacji ( nie na korzystaniu z mediów!). Zrobiłam ostatnio takie ćwiczenie w jednej z grup dzieci - wymuszone bycie w relacji. I choć ich ciała mówiły "tak" ( było im dobrze ze sobą, w rożnych konfiguracjach) to chwilę po ćwiczeniach buntowały się na wszystko - jaki jest sens takich zabaw?! Odzyskały równowagę, gdy nauczyciel wrócił do bardzo trudnych ćwiczeń poznawczych. Po wyłączeniu emocji poczuły się znów dobrze i weszli w utarte role. Zła wiadomość jest taka, że na dłuższą metę to się nie sprawdza...

Wykorzystajmy czas, który mamy z dziećmi, bądź innymi bliskimi osobami na bycie razem. Każdego dnia mamy wokół siebie dużo sytuacji, które przeciążają nas i utrudniają kontakt ze sobą. Dzieci i młodzież z którą pracuję bardzo lubią ćwiczenia relaksacyjne, zmniejszające napięcia w ciele. To też sposób na to jak zwiększyć swoją wewnętrzną siłę. Zrezygnowanie ze zwiększonej aktywności sprawi, że czasu i miejsca na rodzinę będzie więcej.

czwartek, 7 czerwca 2018

Bliżej uczuć



"Szczęście to umiejętność znajdowania radości w zwykłych godzinach."  
H. Sunim

Jest taka opowieść o "ciepłym i puchatym", którego dużo było w pewnym, szczęśliwym mieście. Ludzie rozdawali "ciepłe i puchate", dzielili się nim, równocześnie zwiększając jego ilość.
W pewnym momencie pojawiła się jednak czarownica i zaczęła kusić "zimnym i kolczastym". Ludzie brali od niej zimne, aż w końcu zapomnieli o tym co było ciepłe i sprawiało im radość. Koniec
tej historii zależy od Ciebie, co będziesz rozdawać innym.

Na jednych z zajęć w młodszej klasie szkoły podstawowej analizowaliśmy, co sprawia, że w klasie jest "cieplej", albo "zimniej", jakie zachowania można zaliczyć do każdej z tych grup. Dzieci śmiały się losując karteczkę z zachowaniem typu: "krzyczę koleżance/koledze do ucha", "zachęcam kogoś do zabawy ciągnąc go za rękę, aby wyszedł na korytarz" itp., ale potrafiły określić, że to zimne. Czasem, trochę prowokacyjnie, upewniałam się czy takiego zachowania nie uznać za "ciepłe", a oni tym bardziej stanowczo przekonywali mnie, że tak nie jest.

I choć ostatnimi czasy bywali niesforni, to gdy umówiłam się na spotkanie, w kolejnym tygodniu, byłam ogromnie zadowolona i mile zaskoczona. Mieli czekać na mnie po dzwonku na świetlicy. Idąc tam nie słyszałam ich głosów - pomyślałam, że zapomnieli o zajęciach. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że wszyscy są i czekają w ciszy, w kółeczku by dalej rozmawiać! 

Omówiliśmy sytuacje "ciepłe" i "zimne" z ostatniego tygodnia, zastanowiliśmy się wspólnie jak mogą się czuć poszczególne osoby, jak można o tym mówić, by kogoś nie urazić. A w końcu jeden z uczniów zaczął przerywać, bo bardzo chciał się wypowiedzieć. Szybko odniósł się do tego inny, podnosząc rękę i prosząc o głos. "Proszę Panią takie zachowanie jest "zimne", tak nie można".

Wzruszyłam się. Co im pomogło? Przejęcie odpowiedzialności za swoje zachowania, zrozumienie co czują inni. 

Oczywiście mogą być jeszcze inne konfliktowe sytuacje w ich gronie, ale po to jest min. szkoła, aby uczyć funkcjonowania w grupie. Doskonale widać to w wielu sytuacjach, jak nadmierna troska o dzieci, chronienie ich przed konfliktami blokuje ich rozwój.

Warto próbować dawać dzieciom umiejętność radzenia sobie samym z ich rzeczywistością - być bardziej przewodnikiem niż nauczycielem. Mam nadzieję, że ten przykład to dobrze oddaje.

środa, 21 lutego 2018

Dzieci wiedzą lepiej!

"Spokój, bliskość i pogodę ducha znajdę pośród ludzi, którzy mają je w sobie."
Agnieszka Maciąg

Często, w różnych rozmowach z rodzicami, pojawia się temat braku słuchania przez dzieci. Dzieci potrafią słuchać, ale muszą mieć przekonanie, że dorosły ich rozumie, akceptuje ich uczucia. Nie wystarczy wygłaszać mowy moralizatorskie, wbijać dzieci w przekonanie, iż mogą wszystko, a każdy jest geniuszem.

Każdy ma jakieś talenty, ale nie każdy osiąga mierzalne ocenami sukcesy w szkole. A gdy takich dzieci, przekonanych, że mogą wszystko uzbiera się cała klasa? I co, jeśli okazuje się, że tych sukcesów nie ma tyle, co by chcieli dorośli? Co mogą zrobić dzieci, by zostać dostrzeżone?

Po kolejnym incydencie, gdzie dzieci rozbiły lekcje dyskutując z nauczycielem, czy budynek na ilustracji ma 10, czy 13 pięter - chodziło jak mi opowiadały, o używanie słów dotyczących budynku w obcym języku, więc ilość pięter tak na prawdę była mało ważna. Istotny był brak przygotowania do lekcji, brak motywacji do nauki nowych słówek. Takich sytuacji w tej grupie było kilka. Jakie jest źródło?

O tym opowiedziały same dzieci. Byłam wzruszona tym spotkaniem. Poprosiłam, by anonimowo napisali na karteczkach co lubią i nie lubią w swojej klasie. Wszyscy napisali, że nie lubią hałasu, krzyczenia, dyskutowania z nauczycielami, porównywania i obgadywania. Wszyscy tak samo. Spytałam czy jest ktoś w klasie, kto tego nie robi? Znalazła się jedna dziewczynka, którą zgłosiły same dzieci. Zapytana dlaczego tego nie robi: BO NIE MAM TAKIEJ POTRZEBY. Jak to powiedziała nastąpiła kompletna cisza. Jej poczucie wartości jest stabilne, nie musi się wyróżniać na siłę, by mieć uwagę.
Gdy szukaliśmy sposobów, co pomaga by zachowywać się spokojniej doszli do wniosku, że jeśli jest możliwość podzielenia się swoimi przeżyciami po szkole z kimś, wtedy na drugi dzień lepiej można się skupić. 

Tymczasem dorośli są często nieobecni, bądź zajęci. Bardzo często też mają trudność by przyjąć negatywne emocje swoich dzieci, bądź zaczynają działać, oceniać itp. A wystarczy tylko przyjąć to co mówi dziecko, posłuchać go, współczująco odnieść się do trudności, potowarzyszyć mu w szukaniu rozwiązań. Nam na warsztatach poświęconych opisanej wcześniej grupie dzieci się udało, choć było kilkanaście osób z różnymi celami, potrzebami, zainteresowaniami. Pomogła uważność i słuchanie drugiego człowieka, chęć poszukania rozwiązań w nas samych. Po stronie dorosłych jest poprowadzić dzieci w tym kierunku.

Polecam.

sobota, 23 grudnia 2017

Jest taki dzień...


"Szczęście nie jest dziełem przypadku, ani darem bogów, szczęście to coś, co każdy z nas musi sobie wypracować dla siebie samego."
E.Fromman
W okresie przedświątecznym narasta stopniowo radosne oczekiwanie, że Wigilia będzie tym szczególnym dniem, gdy "zgasną wszystkie spory", ludzie otworzą serca dla innych, zrobią miejsce na maleńkie Dzieciątko w swoim domu.

Tymczasem w gabinetach psychologów odbywa się wzmożony ruch przedświąteczny wszystkich zaniepokojonych spotkaniami z bliskimi, a osoby, które pracują w Policji wiedzą, że będzie to, jak co roku, wieczór z dużą ilością interwencji.

Na szczęśliwą Wigilię pracujemy cały rok. Bardzo rzadko daje się ją stworzyć bez wysiłku i wkładu własnego. Znam kobietę-matkę, która jak mantrę zaczyna w grudniu powtarzać opowieści, jak to "nigdy nie lubiła Świąt..." Pytania, co zrobiła by Święta mogły wyglądać inaczej w tym roku zbywa krótko, że to nie od niej zależy i kolejny rok funduje dzieciom różne niespodzianki, bazując na wigilijnym poczuciu winy członków rodziny. Postawienie granicy właściwego zachowania jest w tym wypadku bardzo trudne, bo każdy stara się być pomocnym, by nie została sama w Święta.

Myślę, że wielu osobom w Święta miesza się to co trzeba zrobić, bo wypada, a to co są w stanie zrobić, dbając równocześnie o pozytywne emocje w swoim otoczeniu. Jest to wyzwanie szczególnie dla osób pozbawionych uważności bliskich w dzieciństwie. Taka sytuacja pozostawia niezaspokojoną przestrzeń w sercu, która odzywa się w sytuacji niepokoju, nowych wyzwań, czy konfrontacji z bliskimi. Bez mądrego oddzielenia tego co się nie da powtórzyć z dzieciństwa będzie to skutkowało taką roszczeniową postawą wobec otoczenia, jak opisywanej wcześniej kobiety. W jej dzieciństwie zabrakło rodziców i krewnych, którzy widzieli w niej małą dziewczynkę, dlatego Święta były czymś wymuszonym. Po wielu latach ona dalej oczekuje, ze ktoś dostrzeże to jej skrzywdzone wewnętrzne dziecko - zaprosi na Święta, będzie słuchać jej narzekań cały wieczór, obdaruje prezentami i nie będzie wymagał by coś musiała przygotować od siebie dla bliskich. Problem jest, że jej dzieciom trudno to zrozumieć, bo jest już dawno dorosła, a jej brak inicjatywy i zabieranie przestrzeni świątecznej dla wnuków bywa irytujące.

Zadbajmy, by tych głodnych emocjonalnie dzieci było jak najmniej, a w stosunku do dorosłych z postawą dziecka bądźmy po prostu wyrozumiali. 

Dobrych Świąt :)

czwartek, 9 listopada 2017

Granice potrzebne od zaraz


Żyjemy w czasach, gdy szybkość zmian wokół u wielu osób wywołuje lęk, jak również wzmacnia w nas potrzebę bezpieczeństwa. Ludzie w różny sposób poszukują stabilizacji. Niektórzy zamykają się w domach, inni z nich uciekają poszukując przygody w kontakcie z naturą. Gdy mamy dzieci staramy się najczęściej zapewnić takie warunki brzegowe, aby mogły czuć się dobrze i nabierać pewności siebie. Łatwo też w tym wszystkim popaść w przesadę.

Jakie są właściwe granice zapytują rodzice? 
Co robić by dzieci były szczęśliwe? 
Co robić, aby w tym wszystkim samemu móc się rozwijać, a nie tylko podążać za dzieckiem?

Ostatnio rozmawiałam z jedną starszą uczennicą, bardzo ładną i mądrą dziewczynką, która ma kłopot z rozpoznaniem czego potrzebuje, które zainteresowania ma wzmacniać, a nawet nie umie określić z kim się lubi spotykać. Kluczem jest poznanie samego siebie. We wczesnym dzieciństwie we wszystkim wspierali rodzice. Dziecko zaczyna dorastać i musi swój wewnętrzny świat zbudować od nowa. Aby to się zadziało powinna nastąpić separacja od rodziców, zanegowanie matki i ojca. Już nie można być małą dziewczynką lub chłopcem. Czasami system rodzicielski jest tak mocno związany z dzieckiem, że się nie da. Rodzice martwią się o nią, że za dużo czasu spędza z nimi, ale żyjąc w tak silnej symbiozie ma kłopot, by to zmienić.

Byłam ostatnio w Kościele na Mszy dziecięcej o 11.00. Zwykle unikam tej godziny, bo nawet nasze najmłodsze dzieci nie chcą w niej uczestniczyć ze względu na hałas. Utwierdziłam się w przekonaniu, że dobrze robimy wybierając inne godziny. Bieganie, płakanie, chodzenie po ławkach, jedzenie chrupków. Co ciekawe dotyczy to mniej więcej 1/8 dzieci w Kościele. Czy coś je różni od pozostałych? W moim odczuciu postawa rodziców - stawianie granic, spokojne tłumaczenie, motywowanie, zachęcanie do brania udziału w różnych rytuałach. Zrozumiałe jest, że dla małych dzieci taka godzina jest trudna do zatrzymania w miejscu, ale bieganie za dziećmi przez godzinę po Kościele nie służy nikomu, a w szczególności dla innych uczestników jest męczące.

Odpowiedzi na nurtujące nas problemy są bardzo blisko, ale łączą się z przekroczeniem pewnej strefy komfortu. Rodzice coraz częściej ulegają dzieciom i swoim wyobrażeniom co jest właściwe, zakłócając tym samym naturalny rozwój. Łatwo jest potem narzekać i mieć o wszystko pretensje do innych. Bardzo bym chciała, by ludzie częściej próbowali jednak zagospodarować swoje emocje we właściwym kierunku. Przełożyłoby się to na komfort pracy w najbliższym otoczeniu dla wielu osób. Jeśli po raz kolejny dostaję np list od rodzica mającego pretensje o nieprzestrzeganie dostosowań wynikających z opinii o dysleksji, a wiem, że poza pretensjami nic z tą dysleksją nie robią jestem zdziwiona. Chce im się narzekać, a trudno się skonfrontować co jest po ich stronie. 

Dziś mówię głośno STOP.

wtorek, 31 października 2017

Budowanie zespołów


"Gdy na ziemi pojawiły się liczne lasy i ogrody, drzewa zaczęły szeptać między sobą, że przyjdzie w końcu człowiek z siekierą, który je wyrąbie. Przysłuchiwało się temu żelazo. Jeśli będziecie żyły w zgodzie i nikt nikogo nie oszuka nic Wam nie zrobię, skąd bowiem wezmę drewno na trzonek od siekiery?"

Osoba, która ma właściwe poczucie wartości zwykle reprezentuje zachowania, które są stabilnie, pozbawione zarówno nadmiernej uległości, bądź agresywności. Ma świadomość swoich mocnych stron, kompetencji, a innych szanuje za ich poglądy, choć może mieć inne.

Gdy coś robię, angażuję się w maksymalny sposób, na miarę dostępnej mi wiedzy i możliwości. Gdy jestem za coś odpowiedzialna unikam sytuacji spekulowania, otwarcie i szczerze komunikuję swoje potrzeby. Oczekuję też tego od innych: przejrzystej komunikacji oraz przewidywalnego sytemu wartości.

Prowadząc biznes trzeba myśleć o potrzebach organizacji, ale też o ludzkiej godności. Sukces odnoszą tylko organizacje spójne w systemie działania, o sprecyzowanych celach. Tworzenie firmy bez koncepcji misji zostawia pole do spekulacji i zamienienia firmy w maszynkę do robienia pieniędzy. Trochę słabo to wygląda jeśli mamy do czynienia z taką sytuacją w przypadku instytucji edukacyjnej. Miałam jakiś czas temu kontakt z taką organizacją. Trzeba mieć świadomość, że to będzie z konsekwencją dla dzieci w takiej organizacji, sfrustrowane Panie przeleją swoją gorycz na podopiecznych i będą pracować poniżej oczekiwanych standardów. Dlatego też wysyłając dziecko do przedszkola/szkoły powinniśmy zacząć od poznania kadry zarządzającej.

Nim wybrałam przedszkole dla mojego dziecka przeszłam się po wszystkich przedszkolach w okolicy. Tylko w jednym uśmiechnięta Pani Dyrektor oprowadziła mnie po placówce, wykazywał się zainteresowaniem wobec mojej i dziecka osoby, zaprosiła na spotkanie umożliwiające poznanie placówki. Czas dla moich dzieci w tym przedszkolu był ogromnie pozytywny. Ostatnio spotkałam jedną z nauczycielek mojego najstarszego syna, po kilkunastu latach od pierwszego spotkania miałam wrażenie, że to wciąż ta sama osoba, z tym samym systemem wartości, bez oznak tzw. wypalenia zawodowego.

Poza tym wszystkim co dotyczy organizacji konieczne jest też zadawanie sobie pytań: po co to robię, dlaczego pracuję w danej organizacji. Takie pytania warto zadawać sobie często, aby nie zgubić sensu swojego zajęcia, osobistej misji.

Zacznij już dziś, może pokaże Ci to inną perspektywę w miejscu w którym jesteś?

sobota, 28 października 2017

Poczuć się na luzie...

"Bycie na luzie wskazuje, że nie ukrywamy się przed sobą, pozostajemy w zgodzie z tym, kim jesteśmy."
Nathaniel Branden

W jednym z opowiadań Paulo Coelho porównuje życie człowieka do ogrodu, który mamy za zadanie pielęgnować. Z boku każdy nasz ruch śledzi sąsiad komentujący nasze czyny, wtrącający się ze swoimi radami. Jeśli przejmiemy się jego uwagami nasz ogród będzie odzwierciedleniem jego wyobrażeń. Zapominamy wtedy o naszej ziemi, której sekrety może odsłonić tylko troskliwa ręka ogrodnika. Jeśli przejmujemy się komentarzami sąsiada przestajemy zauważać słońce, deszcz i pory roku.

W sprawach kompetencji rodzicielskich skala porównań do: najlepszych dzieci w przedszkolu/klasie, osiągnięć dzieci znajomych, kreowanych przez media gwiazd itp. jest ogromna. Bardzo chciałabym, aby rodzice traktowali tego typu porównania z przymrużeniem oka. Wpływ na dzieci porównań i oceniania jest ogromny.

Niedawno miałam do czynienia, na warsztatach umiejętności społecznych, z grupą dzieci, która jasno sygnalizowała brak chęci współpracy w przypadku podziałów grupowych. Pomimo tłumaczenia życiowych mechanizmów różnych podziałów grupowych dzieci jasno sygnalizowały swoje frustracje. Powodem był brak możliwości pozytywnej oceny, jeśli grupa miała słabszy skład. Porównania między grupami i wynikająca z nich rywalizacja przełożyła się na kontakty pojedynczych osób w klasie. Czułam, że przez kilka godzin mam otwartą Puszkę Pandory, a z niej wypadały: pretensje, złośliwości, etykietki. Oczyściliśmy atmosferę. Jeśli osoby w ich otoczeniu zaczną unikać porównań i oceniania mamy szanse na inny rozwój tej grupy.

Głos takiego "wewnętrznego krytyka" towarzyszy nam przez całe życie. Od nas tylko zależy co możemy z tym zrobić, aby słyszeć tylko dobre informacje na swój temat. Im więcej takich informacji wypowiesz w myślach, tym więcej pozytywnych słów będzie krążyć w Twoim otoczeniu. Może już dziś usiądź wygodnie, odetchnij i usłysz ten głos:
" wszystko jest dobrze, jest dokładnie tak jak ma być, jestem w dobrym miejscu i czasie, wszechświat wspiera każdą moją myśl..."

Warto przynajmniej spróbować, poprzyglądać się swoim myślą i naszej synchronizacji z wewnętrznym światem, bez porównań.

niedziela, 17 września 2017

Magia serca


"Nie wszystko, co się liczy, jest policzalne i nie wszystko, co jest policzalne, naprawdę się liczy".
Albert Einstein

Prowadziłam kilka miesięcy temu zajęcia wśród najmłodszych dzieci w szkole związane z nazywaniem emocji. Dałam dzieciom do dyspozycji różne zdjęcia prezentujące typowe sytuacje w otoczeniu. Po drugiej stronie były ikonki, ułatwiające nazywanie emocji. Każdy mógł wybrać jedną, bądź dwie karty i zaprezentować swój nastrój. To było niezwykle inspirujące. Dzieci pokazywały całym sobą. Chłopiec, który czuł się zły wypełnił całą twarz powietrzem, aby być jeszcze bardziej czerwony. Zadowolona dziewczynka podskakiwała wokół sali. Na koniec dostałam też spontaniczne podziękowania - rysunki misia, którego zabrałam do sali.

Jednym ze sposobów jaki podaje Ewa Foley na poprawę nastroju, dotarcie do swoich wewnętrznych pragnień jest podążanie przez jakiś czas za małym dzieckiem. Poleca wręcz, aby jeśli ktoś nie ma takiej możliwości "wypożyczył" dziecko na kilka godzin od kogoś zaprzyjaźnionego. Choć taka myśl wzbudza we mnie pewien niepokój trzeba przyznać, że kryje się w tym wielka prawda.

Małe dzieci podchodzą otwarcie do świata, rejestrują wiele zjawisk spontanicznie, a w końcu wypowiadają wprost szybkie oceny i wrażenia, które wielokrotnie przewyższają pogłębione analizy dorosłych. Ma to też naukowe uzasadnienie. W badaniach przytoczonych przez Malcolma Gladwella w książce "Błysk" można znaleźć szereg prawidłowości świadczących o tym, że szybkie decyzje bywają równie trafne jak decyzje podejmowane ostrożnie i z rozwagą. Badania np. dotyczące nauczycieli akademickich, poddanych ocenie studentów na podstawie kilku sekundowych nagrań, bądź kwestionariuszy wypełnianych po jednym semestrze wykazały zbieżność.

Dlaczego mamy więc, tak mało zaufania do swojej "intuicyjnej" / nieświadomej oceny? Dlaczego tak mało przyglądamy się zachowaniom dzieci, projektując na nie własne oceny?

Kilka dni temu pojechałam na lody rowerami z moimi młodszymi dziećmi. Zatłoczona droga, dużo ludzi - zjechaliśmy na szeroki chodnik, gdzie praktycznie można było się poruszać bez ograniczeń. Przed nami jednak na całej szerokości stanęła kobieta z dwojgiem dzieci. Jedno było czymś zajęte, nie rozglądało się na boki. Zwolniliśmy, zatrzymaliśmy, aby poczekać, aż dziecko przejdzie. Kobieta zarejestrowała nasza reakcję i zaczęła ostro strofować dziecko, że blokuje przejście. Dla nas to nie był problem, ale smutno mi się zrobiło od tych uwag wypowiadanych do dziecka. Zapomniałam o zdarzeniu. Kilka godzin później mój najmłodszy syn wrócił do tej sytuacji. "Mamo, nie chciałbym być tym chłopcem". Od razu ocenił brak stosowności uwag tej Pani, wypowiadanych, bo "trzeba...", "należy...". Można się tylko domyślać jakie ta Pani ma własne doświadczenia, które wpływają na taka postawę schodzenia innym z drogi. Kolejny raz widać, jak projekcje i wyobrażenia rodzica mają ogromne znaczenie dla kształtowania postawy dziecka, które uczy się wycofywać i być niewidzialnym. Bardzo często bywa też odwrotnie: to rodzice wpływają na to, że dziecko przestaje zauważać innych na swojej drodze.

Chwila ciszy.
Zastanów się nad tym co mówisz do innych.
Przyjrzyj się własnym postawom jako: rodzica, kolegi, przyjaciela...
?

czwartek, 31 sierpnia 2017

Na starcie

"


"Najważniejszą częścią edukacji jest wychowanie we wczesnym dzieciństwie."
Platon



Diagnozowałam kiedyś dziecko, po kilku miesiącach nauki w dobrej, prywatnej szkole. Rodzice byli zaniepokojeni samopoczuciem dziecka oraz wymaganiami nauczycieli. W przedszkolu dziecko podobno nie miało żadnych trudności, choć rodzice zauważyli, że nie wykonuje różnych zadań, które dostawali z przedszkola.

W związku z tym, że nie mieli za dużo czasu aby zajmować się dzieckiem zatrudnili Panią, która miała przygotować dziecko do szkoły. Sprawdziła się chyba znakomicie, bo dziecko dostało się do wymarzonej przez rodziców szkoły, zdając nawet testy oceniające jego gotowość do szkoły z dość dobrym wynikiem. Być może, gdyby rodzice kontynuowali takie "wspomaganie rozwoju" szybko nie można byłoby dostrzec różnicy między tym dzieckiem, a innymi, które może bardziej " naturalnie" rozwiązywały zadania. Niestety nie tylko nie czuli takiej potrzeby, ale też podważali kompetencje nauczyciela i nie stosowali się do zaleceń edukacyjnych. Dodatkowo, w związku z tym, że dziecko dużo chorowało tak na prawdę dość rzadko bywało w szkole. Nie mam pozytywnego zakończenia tej historii. Moją diagnozę, która zakładała konieczność wspomagania analizatorów odpowiedzialnych za uczenie oraz rozważenie szkoły o mniejszych wymaganiach edukacyjnych też podważyli. Dziecko, gdy widziałam ostatni raz było smutne i zdezorientowane sytuacją.

Nie wiem jak zakończy się ta historia. Mogę się tylko domyślać, jakie sygnały dla poczucia własnej wartości otrzymują dzieci z trudnościami w uczeniu, bądź problemami emocjonalnymi, którym dodatkowo na starcie rodzic stawia wysokie wymagania.

Na szczęście rośnie świadomość rodzicielska. W ostatnim roku szkolnym wyjątkowo dużo osób w procesie rekrutacji było na prawdę wdzięcznych za rzetelną ocenę pracy ich dziecka, choć nie dostawały się do szkoły, w której pracuję. Z przedszkoli mieli często nieadekwatną ocenę rozwoju swoich dzieci, choć podejrzewam, że niekiedy były wyraźne przesłanki by zastanowić się nad pomocą dziecku we właściwym momencie.

Zaczynając nowy rok szkolny zachęcam do zachwytu tym, co osiągają nasze dzieci, choć czasem może nie będzie to odpowiadać naszym oczekiwaniom.

Spróbujmy cieszyć się tym, co dzieciom się udaje. Skupiajmy się na konkretnych drobiazgach każdego dnia, bez pustego wychwalania dzieci. Będzie to budować ich wewnętrzną siłę, która może okazać się z perspektywy czasowej ważniejsza niż piątki w szkole.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Najważniejszy cel


"Każdy z nas, pojedynczo i razem z innymi, jest odpowiedzialny za niesienie radości, żyjąc tak, jak żyje, tu i teraz."

Pewnego razu podróżnik odwiedził tajemniczą krainę długich łyżek. Miał możliwość obejrzeć dwa pokoje: czarny i biały. W pokoju czarnym usłyszał przeraźliwe lamenty. Gdy zajrzał tam zobaczył ludzi zgromadzonych wokół suto zastawionego stołu. Nikt z nich nie był jednak w stanie jeść, gdyż długość łyżek dwukrotnie przekraczała długość ramion, a były one przytwierdzone do ich dłoni. Każdy mógł nałożyć jedzenie, ale nie mógł włożyć go do ust. W pokoju białym zastał taką samą sytuację, ale nikt nie narzekał, bo wszyscy karmili się nawzajem.
(na podstawie J.Bucay)


Słuchanie negatywnych wiadomości, rozmowy z narzekającymi osobami, przebywanie w toksycznych grupach utrudnia zachowanie właściwej postawy wobec innych. Mój syn przebywając ostatnio z tak funkcjonującymi dziećmi stwierdził krótko: "Mamo jacy oni są dziwni, ciągle się chwalą."

Dzieci bombardowane negatywnymi komunikatami próbują często budować swoje poczucie wartości w oparciu o pokazywanie swojej siły fizycznie, bądź słownie. Przechwalanie się i rywalizacja stają się sposobem na wzmacnianie ważności, nadawania sobie rangi przed grupą rówieśników. W takich grupach budowanie postaw społecznych jest sporym wyzwaniem.
Z moich tegorocznych doświadczeń praca nad kształtowaniem empatii wśród dzieci przynosi tylko widoczne efekty, gdy włączą się w to rodzice. A zaangażowanie rodziców, jeśli nawet chcą szukać wskazówek, wymaga wiele czasu. Warto jednak o to walczyć, bowiem uczciwość emocjonalna wobec dzieci jest o wiele ważniejsza niż perfekcja. Współczesne czasy wzmagają zaangażowanie w realizację celów, dążenie do zdobywania kolejnych osiągnięć. Zapisywanie dzieci na kolejne zajęcia, zajęcie celami zewnętrznymi jest jednak pułapką.
Umiejętność działania w zgodzie ze sobą, współdziałania z innymi członkami grupy powinna być dla nas najważniejszym celem. Ośrodek empatii mieści się w układzie limbicznym, który jest odpowiedzialny również za pamięć, emocje i instynkt. Pomijanie współodczuwania poprzez nastawienie na budowanie swojego wizerunku bywa więc dla dzieci zagrożeniem, gdyż właściwie pośrednio zmniejsza ich możliwości uczenia.

Wykorzystajmy wspólnie spędzany czas, aby być bliżej siebie i dzieci, dając im pozytywne wzorce. :)

środa, 2 sierpnia 2017

Jestem TU!


"To, co osłabia duszę, wyczerpuje też ciało, a to, co ją zasila, umacnia ciało."
Caroline Myss ( z "Anatomia duszy")

W moich warszawskich realiach najczęstsze pytania rodziców dotyczą planowania ścieżki edukacyjnej ich dzieci, nauki kolejnych umiejętności, rozwoju zainteresowań, bądź szukania sposobu na "lepsze" dziecko (lepiej uczące się, grzeczniejsze itp.). W pracy staram się jednak przybliżać dorosłych i dzieci do tego co drzemie w ich duszy, a co po zagłuszeniu tego co "wypada", bądź "trzeba" robić odzwierciedla nasze rzeczywiste pragnienia. To jest klucz do tego, aby lepiej się poznać ze swoim dzieckiem i realizować w zgodzie ze sobą wyznaczone cele.

Czasami ogromna ilość możliwości wokół nas wprowadza największy chaos i zagubienie. Podczas tegorocznych wakacji bardzo zasmuciło mnie snucie planów edukacyjnych przez jedno z moich dzieci na przepięknym górskim szlaku, wśród soczystej zieleni, skąpanej w promieniach słońca. Mój umysł leciutko dryfował pośród tej przestrzeni, gdy moje dziecko zaczęło układać plan zajęć na nadchodzący rok szkolny. Moim zdaniem w takich chwilach trzeba powiedzieć stanowczo "stop" myślom łączących nas z pracą, czy obowiązkami i zacząć zajmować się tymi potrzebami, które zostały zaniedbane. Rozpoznanie prawdziwych pragnień, które stoją za fasadą "dobrego ucznia" jest tutaj najważniejsze.

Zaprzątnięty codziennością umysł potrzebuje wypoczynku, by dopuścić do naszej świadomości głos duszy, tego co w nas drzemie najmocniej. Wiem, że to wyzwanie i choć przeczytałam wiele książek i poradników mam kłopot z przytoczeniem prostej recepty, dostępnej dla wszystkich. Prowadząc w szkole zajęcia dotykam różnych emocji w zabawach, dając przestrzeń na odczuwanie tego, o czym zapominamy na lekcjach przedmiotowych. Jeśli dorośli pomijają te doznania umysł znów skręca w stronę obowiązków.

Pielęgnowanie duszy jest więc wyzwaniem, dobrze się sprawdzają z dziećmi:
  • krótkie medytacje z muzyką w tle,
  • wizualizacja jakiegoś miejsca, bądź zdarzenia,
  • książki typu "Balsam dla duszy" - czytane regularnie, najlepiej przed snem,
  • leżenie w łóżku i robienie masażyków sobie nawzajem,
  • pudełko wdzięczności (początkowo uzupełniane z dorosłym, najlepiej regularnie),
  • zrobienie szałasu na środku domu,
  • przygotowanie seansu kinowego przez dzieci z tworzonym z koców legowiskiem i popcornem,
  • wspólne gotowanie,
  • afrykańskie tańce z ogniskiem na "niby" np. z podartych gazet.
Każdy musi odnaleźć to co w jego rodzinie działa i jest pokarmem dla duszy. To czasem długa droga, ale warto mieć ją wciąż przed oczami.
Powodzenia!

niedziela, 18 czerwca 2017

Czym skorupka za młodu nasiąknie...


"Jutro to historia, wczoraj to doświadczenie, a dzisiaj to dar - dary są po to by się nimi cieszyć."
Z filmu Kung Fu Panda

Warszawskie metro. Mama z kilkuletnią córką siedzą, tata stoi z drugim dzieckiem w wózku. Robi się tłoczno. Mama bierze córkę na kolana, by zwolnić miejsce starszej osobie. Tłumaczy dziecku, że tak trzeba postąpić, bo jest dużo ludzi w wagonie. Dziewczynka, gdy Pani siada koło nich zaczyna histerycznie płakać, nie przyjmuje wyjaśnień mamy. Kobieta, która zajęła miejsce wycofuje się i zwalnia. Dziewczynka się uspokaja, ale matka nie ustępuje - wytrwale tłumaczy, że tak nie można i trzyma dziecko na kolanach. Inna osoba zajmuje miejsce - dziewczynka ponownie wpada w histeryczny płacz. Tata prosi mamę do wózka, sadza dziewczynkę samą na siedzeniu, staje koło niej. Dziecko uśmiecha się z wdzięcznością.

3 lata później. Dziewczynka idzie do najlepszej szkoły prywatnej w okolicy. Rodzice pracują ciężko, aby opłacić czesne i nianię dla młodszej córki. Starsza dziewczynka ma problemy adaptacyjne w szkole, zwłaszcza po weekendzie. Odmawia jedzenia posiłków, płacze zatrzymując rodzica przed wejściem do sali lekcyjnej. Mama stara się łagodzić jej nastroje, prosi nauczyciela o stanowczą reakcję. Gdy przychodzi tata do szkoły spędza zwykle pierwszą godzinę lekcyjną na jego kolanach.

10 lat później. Mama zostaje wezwana do szkoły przez pielęgniarkę, która zauważa bardzo niską wagę dziewczynki. Matka tłumaczy, ze stara się zapewnić dziecku to co lubi, gotuje zwykle dwa posiłki - jeden dla całej rodziny, a drugi dla starszej córki. Przyznaje, że mają z mężem trudny okres - wyprowadził się, bo ma dość awantur między matką, a córkami. Po kolejnych nieudanych wakacjach, gdy zamiast zwiedzać lub odpoczywać na plaży siedzieli w pokoju hotelowym z córkami wszyscy mieli siebie dość...Nie przyjmuje do wiadomości, że córka ma prawdopodobnie anoreksję.

Bardzo często rodzice małych dzieci, w trosce o ich dobro, starają się ułatwić im życie. Budują często dziecku obraz świata, który rozmija się z rzeczywistością. Gdy idą do szkoły okazuje się, że jest dużo więcej gwiazd, równie pięknych i mądrych jak one. W czasie jak rodzice przestają być autorytetem konfrontacja ze swoim obrazem bywa bolesna. Bycie troskliwym rodzicem wymaga rozwagi i powinno się łączyć z umożliwianiem odczuwania różnych sytuacji dzieciom. Bez umiejętności przeżywania negatywnych emocji, radzeniem sobie z małymi frustracjami zwykłego dnia pozbawiamy dzieci możliwości poznania swoich możliwości. Późniejsze trudności mogą być tego konsekwencją.

Zadbajmy o równowagę :)

wtorek, 13 czerwca 2017

Pomyśl...

"Kreatywne spostrzeżenia przychodzą często w nielinearny sposób, poprzez dostrzeżenie połączeń i podobieństw między rzeczami, których wcześniej nie dostrzegaliśmy."

Wielką przyjemność sprawia mi obserwacja zachowań dzieci, słuchanie ich wypowiedzi, prowadzenie ich przez proces zmiany wynikającej z dostrzeżenia pewnych sytuacji w swoim otoczeniu z innej perspektywy. Najwięcej dzieje się jak prowadzę warsztaty oparte na różnych grach i zabawach - te same ćwiczenia w różnych grupach oddają obraz tego co się dzieje między uczniami, a poprzez porównanie indywidualnych odczuć uczestników uczy dzieci co im służy, a co im utrudnia szkolne relacje.

Kilka razy ostatnio, przy najbardziej rozgadanych klasach, proponowałam ćwiczenia wykonywane z wyłączeniem pewnych zmysłów: z zamkniętymi oczami lub w ciszy. Skupienie się na tym co się dzieje w ciele bywa uwalniające dla różnych emocji. Ułatwia też dostrzeżenie tego co się dzieje w relacji z innymi członkami grupy.

Tak na przykład ustawienie w ciszy grupy np. wg wieku, bądź alfabetu pokazuje kto przejmuje pałeczkę lidera, czy brak liderów w grupie. Szybko widać też brak zaangażowania niektórych członków grupy. W jednej z klas zdarzyło mi się tak siłowe przekonywanie, że doszło praktycznie do bójki - w tamtej klasie ujawnił się akurat nadmiar liderów.

Ciekawym doświadczeniem było wykonywane z zamkniętymi oczami ćwiczenia "Czy jesteś "Goofym"?. Gdy dzieci miały zamknięte oczy i musiały odszukać Goofiego, który jako jedyny nie mógł odpowiadać na pytania obrazuje sposoby wyrażania emocji w grupie, elementy współpracy, w tym często brak umiejętności słuchania siebie nawzajem. Gdy dzieci przećwiczą takie elementy w zabawie stają się uważniejsze na sytuacje dnia codziennego, co przy zaangażowaniu wielu osób z klasy ma zbawczą moc dla całej grupy. Jedna z uczestniczek zaskoczyła mnie swoim przenikliwym spojrzeniem na koniec warsztatu. Stwierdziła, że bardzo pomógł jej klasie warsztat, da siłę do działania, ale grupa będzie potrzebowała jeszcze kolejnego spotkania, aby wrócić do zagadnień poruszanych tego dnia.

Czasem dialog z dziećmi przybiera niezwykle dorosły kierunek ;)).

niedziela, 11 czerwca 2017

Dajcie dzieciom spokój...

"Zwyciężą Ci, którzy wierzą,że mogą zwyciężyć".  Emerson 

Wyobraź sobie las. Jest piękny, słoneczny poranek, a Ty podążasz krętą ścieżką. Wokół Ciebie słychać śpiew ptaków, szum drzew. Na końcu drogi znajduje się dom. Podchodzisz do drzwi i ...

Tego typu wizualizacje, bądź relaksacje robię często w szkole. Kończymy wędrówkę ścieżką z wymarzonym pokojem, ulubionym miejscem, krainą krasnoludków itp. Służyć to może nazwaniu pewnych emocji, określeniu co się lubi, zobaczeniu podczas ćwiczeń różnic i podobieństw wśród innych członków grupy. Większość z nas lubi odczuwać zainteresowanie swoją osobą, a stworzenie bezpiecznych i trwałych zasad postępowania ułatwia poruszanie się w tematach, które mogą wydawać się pozornie trudne.

Ostatnio zachwyciło mnie ćwiczenie polegające na określeniu pragnień dzieci, które mają w stosunku do dorosłych. Miały do dyspozycji na rysunku pilota, a jego guziki mogły programować zgodnie z zapotrzebowaniem do rodziców. Potem rozmawiałam z dziećmi co kryje się pod ich pomysłami.

Pojawiły się guziki typu:
  • włączyć/wyłączyć dorosłego - w rozmowach okazywało się, że dotyczyło to często sytuacji dzieci bardzo zajętych licznymi zajęciami, zarówno w tygodniu, jak i w weekendy.
  • więcej zabawy i przytulania- guzik ten pojawiał się regularnie wśród wielu dzieci.
  • jedzenie słodyczy i niezdrowych rzeczy - na tym też zależało wielu osobom...
Pozostałe to np. więcej wspólnych wyjść z rodzicami, spacerów, nocowania u koleżanek, gry na komputerze itp.
Większość tych pragnień jest typowa dla młodszych dzieci. Zastanawia mnie tak częste sygnalizowanie potrzeby zabawy, wolnego czasu bez obowiązków. Co ciekawe, jak sugerowałam, że może warto o tym rozmawiać z rodzicami to dzieci prosiły, by nic im nie mówić, bo się na nich zdenerwują.

W wykonywanym przeze mnie ćwiczeniu z pilotem bardzo ważne było nastawienie dzieci, ich radość, że to oni będą zarządzać w jakiś sposób dorosłymi. Dawanie dzieciom części kontroli nad swoim życiem uczy samodyscypliny, przekładalnej w przyszłości na styl ich funkcjonowania w miejscu pracy.

Znane są badania dotyczące siły woli. Jeśli dziecko od najwcześniejszych lat jest pod kontrolą rodziców i cały jego plan opiera się na zorganizowanej aktywności może czuć się mocno przeciążone. Żyjemy w czasach, gdy łatwo przesadzić z nadmiarem działań. Dobrze też patrzeć na możliwości, bądź zainteresowania swojego dziecka. Oczywiście warto, aby dzieci uczestniczyły w jednych zajęciach np. sportowych, czy lekcjach gry na gitarze, bo wyrabia to systematyczność, umiejętność dążenia do celu.

Może więc warto sprawdzić w jakiej kondycji jest nasze dziecko i co robi, aby zadowolić rodziców. Przemęczenie "mięśnia siły woli" doprowadza do zniechęcenia, braku podejmowania kolejnych działań, a w końcu bierności. Dorosły po bardzo obciążającym dniu może nie mieć siły na jogging, a co dopiero dzieci.

sobota, 29 kwietnia 2017

Dziewczyńskie sprawy


Jakie są sprawy szczególnie ważne w żeńskim środowisku, które spędzają sen z oczu małym i dużym dziewczynkom? Posiadanie jednej, wyjątkowej przyjaciółki. A co z tym się łączy? Czy wynikają z tego jakieś zagrożenia? Poniżej najczęściej zgłaszane pytania przez dorastające dziewczynki.

  1. Czy można się przyjaźnić (przyjaźnić, nie kolegować!) z kilkoma osobami?

    Przyjaźń jest co prawda bardziej wymagająca niż zwykłe koleżeństwo, ale można się przyjaźnić z kilkoma osobami na podobnych zasadach. Warunkiem powodzenia takich kontaktów jest otwartość na innych, poradzenie sobie z pokusą obgadywania innej przyjaciółki, lub tworzenia koalicji przeciwko sobie. Z tego powodu najbardziej skomplikowanym związkiem bywa trójka przyjaciół, bo zwykle jest tak, że z kimś jest nam bliżej, jedna z tych osób bardziej nam pasuje i ulegamy pokusie zagarnięcia jednej przyjaciółki dla siebie. Jeśli jednak zależy nam na dwóch przyjaciółkach w podobny sposób, a reguły prowadzonych kontaktów są jasne, określone zgodnie z oczekiwaniami wszystkich osób, gdy każda może powiedzieć na czym jej zależy i jest szanowana, to związek ma szansę powodzenia.
  2. Co robić, kiedy przyjaciel/przyjaciółka jest dla mnie niemiła, wybiera do zabawy, rozmowy inne osoby. A potem znowu jest miła?

    Czasami zdarza się, że niektóre osoby poddają się nastrojom, wybierają ze związków tego co dla nich najlepsze, a nawet manipulują innymi osobami dla swoich potrzeb. Niestety bywa, że jest to nieuświadomione i gdy koleżanka robi coś takiego może niekoniecznie jest to nam na złość. Niekiedy to też my mamy takie oczekiwanie, że koleżanka będzie dla nas na wyłączność i odbieramy, gdy jest inaczej niż byśmy chcieli, że jest niemiła.

    Jeśli dzieje się tak pamiętajmy o regule wzajemności: jeśli jestem dla kogoś niemiła/niemiły to prędzej, czy później to do nas wróci - będę mieć kłopot z utrzymaniem przyjaźni, ludzie nie będą mi ufać itp. Warto o tym po prostu ze sobą rozmawiać, pokazując co takie zachowanie dla nas znaczy. Oczywiście na osobności, bez oskarżania, tylko ze zwracaniem uwagi na swoje emocje, np. Jeśli rozmawiasz przez cały tydzień tylko z Kasią to czuję się zmartwiona tą sytuacją, bo nie wiem co się dzieje między nami - proszę, abyś też ze mną rozmawiała na przerwach. Zawsze warto sprawdzać z czego coś wynika, nim się na kogoś obrazimy, bądź zrezygnujemy ostatecznie z przyjaźni.
  3. Co robić, kiedy przyjaciel/przyjaciółka robi coś złego. Nie chciałoby się jej urazić?

    Jest takie powiedzenie: "Przyjaciel to osoba,która przychodzi, gdy inni odchodzą". Kto może powiedzieć, lub ostrzec osobę przed skutkami złego zachowania jak nie przyjaciel? Prawda bywa bolesna, więc warto o niej mówić tak, aby przyjaciel/ przyjaciółka nie czuli się opuszczeni. Trzeba wybrać spokojny moment na przekazywanie informacji, a potem porozmawiać bez oceniania:robisz głupio, jesteś nierozsądna/nierozsądny itp. Trzeba używać sformułowań wyrażających troskę, aby osoba poczuła, że choć robi coś złego jesteśmy przy niej np.

    Martwię się kiedy Ty....

    Podobno, gdy ktoś robi ...oznacza to...

    Może chciałbyś/chciałabyś ....
  4. Czy mogą się przyjaźnić osoby, które mają zupełnie inne gusty, zainteresowania i charaktery?

    Oczywiście, choć musi być jakaś część wspólna, aby można było gdzieś się spotkać w oczekiwaniach, potrzebach, czy sposobie spędzania czasu. Ludzie często uzupełniają się w ten sposób na wzajem i życie dzięki temu bywa ciekawsze.
  5. Czy często się zdarza, że przyjaźnie ze szkoły przetrwają, kiedy się dorasta?

    W życiu mamy wiele doświadczeń, które zmieniają nas każdego dnia, więc utrzymanie wieloletniej przyjaźni bywa sporym wyzwaniem. Obie strony muszą dbać o ten związek, szukać sposobu na wspólny kontakt, pomimo nowych obowiązków, ale też innych znajomych i przyjaciół. Jest to jednak możliwe i chyba większość osób jakie znam ma takie związki ze szkoły. Czy tak się zadzieje zależy od nas samych.